Iza przegladala wydruki. Niektore spośród nich miela oraz ciskala do przepelnionego kosza, inne, oznaczone dużymi pociagnieciami dlugopisu, spinala oraz odkladala na rowny stos. Niebieski ekran wyczarowywal zygzaki także trasy, regularnymi warstwami pietrzyl kolumny cyferek. Rysik, plynnie oraz cicho falujac, kreslil na bebnie fantastyczny widok. -Nieee - powiedziala przeciagle Debbe. - Akurat raczy, jasnowlosa. Nie chceeeee! szybko sie polubic. zdziwila sie, slyszac ten interpretacji. Nigdy uprzednio nie slyszala tego glosu, glosu silniejszego niz glos Pokoju, silniejszego niz piekace goraco, bulgocace w jej mozgu. Igly, od ktorych jezyla sie jej glowa, zawibrowaly.Muzyka! Muzyka! Muzyka! Czerwona kolumna na monitorze skoczyla w pali, rysik targnal sie a narysowal w rozedrganej kresce trzy albo cztery potezne szczerby. -Slyszalam. Tylko co ja starych spośród ostatnim wspolnego? -Co stanowi, cholera - szepnela Iza, wpatrzona w monitor. Zapominajac o tlacym sie na popielniczce papierosie, zapalila drugiego. Wciskala wlaczniki sam po przeciwległym, probujac opanowac szalejace ekrany.-Nic nie rozumiem. Co sie dzieje, mala? Iza wstala, poglaskala ja po glowie oraz brzegu. Kompletne tendencje na monitorze popedzily ku gorze, a rysik zaszamotal sie dziko. Iza współczesnego nie widziala. -Biedny kotek - powiedziala, glaszczac jedwabiste futerko Debbe. - Za plecami Izy kursor komputera podreptal w ustawa, rzedami malych, kanciastych literek wypisal: Iza, czujac nagle mroczaca oczy slabosc, opadla ciezko na bialy, trojnogi stolek. Debbe mruczala z przejeciem, z latwoscia oraz wesoło, plynnie oraz zwyczajnie dopasowujac sie do radości biegnacych zewszad tonow. Odnajdywala w nich siebie, nasze pole, własne określenie. Czula, ze wolny niej ostatnia orkiestra jest niepelna, kaleka. Glosy, punktujace akordy, potwierdzaly to. Toż ty, mowily, więc ty. Zaufaj w siebie. To wlasnie ty. My, mowily glosy, zatem ty. Sluchaj. Sluchaj nas. Sluchaj polskiej orkiestry. Twojej gry. Czy slyszysz? Przewidujemy na ciebie, mowily glosy. Wskazemy ci droge do nas. Oraz jeśli juz bedziesz spośród nami, wyjedziemy jednocześnie do Bremy. Do różnych Muzykantow. Jednak przedtem musisz dac im możności. Dopiero ty mozesz to zrobic. Mozesz dac im perspektywy. Posluchaj. Stwierdzimy ciż, co sie stalo. Rzekniemy owi, co zrobic, żeby ich powstrzymac. Sluchaj. Spojrz na ściska, jasnowlosa, powiedziala Debbe. Czarna litera "M" na czole kotki, znamie wybranki, znak Pajaka Pogonca, blysnela, zalsnila metalicznym pawim polyskiem. Spojrz mi w oczy. -Nic nie mowili - pielegniarka wykrzywila puculowata buzie. - Zna pani, pani doktór. Oni nie niczego nie mowia. -Skad mam wiedziec? -Izabella Przemecka? -Nie poznaję.